Fenomen Beethovena

Uwielbiam artystów. Artystów, którzy swoje życie podporządkowali pasji i żyją nią. Nie liczą się z otoczeniem i nie przywiązują wagi do tego, co myślą o nich inni. Idą własną ścieżką i wyznaczają sobie cele, do których uparcie dążą. Ludwig van Beethoven zalicza się bez wątpienia do najwspanialszych artystów w historii.

W Warszawskiej Filharmonii Narodowej 29 marca 2012 odbył się jeden z koncertów Wielkanocnego Festiwalu im. Ludwiga van Beethovena, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. W przerwie rozmawiałam z kobietą, która była zachwycona faktem, iż tak młoda dziewczyna jest na tak poważnym koncercie w Filharmonii z własnej i nieprzymuszonej woli! Przerwa była długa, złożyłam zamówienie w bufecie, po czym kontynuowałam rozmowę z dojrzałą melomanką. Rozprawiałyśmy o fenomenie muzyki klasycznej. Pani Maria opowiedziała mi również kilka ciekawostek o Wiedeńskich artystach, bo sama świetnie znała historię tamtych lat. O ostatnim z Klasyków Wiedeńskich powiedziała: „Gdyby Beethoven żył w naszych chorych czasach, byłby postrzegany jako kompletny nieudacznik! Przecież on był kompletnie głuchy, ślepy, biedny, a do tego nie miał nawet dobrego urodzenia! Kompletna porażka! Przecież ja na jego miejscu zamknęłabym się w czterech ścianach i nie pokazywała się światu!”. Wracając do domu, zaczęłam zastanawiać się, jak to się stało, że mimo tak wielu poważnych przeszkód losowych udało mu się odnieść tak spektakularny sukces. Jak wielką siłę woli miał w sobie, że walczył mimo wszystko do samego końca? Chciałam go o to zapytać osobiście, ale od jakichś 200 lat ma nieaktywne konto na facebooku , a nasi wspólni znajomi (Rossini i Haydn) dawno już nie żyją. Chcąc odkryć tajemnicę jego sukcesu, byłam zmuszona więc sięgnąć po książki, nagrania i to, czego nie lubię najbardziej – listy (mama zawsze mi powtarzała, że cudzych listów się nie czyta!).

Ludwig van Beethoven urodził się 16 grudnia w Niemczech w biednej i nic nieznaczącej rodzinie. Ojciec widząc talent i możliwości syna, chciał wycisnąć z niego wszystko, co się da, i zaspokoić swoje ambicje. Tak więc dziecko od 4 roku życia zaczęło pobierać lekcje od najlepszych nauczycieli, a od 7 roku Ludwig występował publicznie. Beethoven nigdy w dorosłym życiu nie wspominał o swoim ojcu. Miał do niego wielki żal, bo przepijał wszystkie zarobione pieniądze i zachowywał się agresywnie. Kochał za to swoją matkę, która umarła młodo, osieracając swoje dzieci. Ludwig jako najstarszy z rodzeństwa musiał zająć się rodziną. Aby wszystkich utrzymać, pianista dawał lekcje gry na fortepianie, komponował i występował publicznie. Przymus ciągłej pracy, upokorzenia ze strony ojca i ciągła troska o przyszłość sprawiły, że nie potrafił cieszyć się życiem i miał głęboką depresję. Nie potrafił również stworzyć stałego związku z kobietą. W miłości był naiwny, robił dla wybranki wszystko i poświęcał się całkowicie. Nigdy jednak nie ożenił się ani nie miał potomstwa. Przyczyną tego był również fakt, iż chciał wiązać się z arystokratkami, a sam nie mógł pochwalić się szlachetnym urodzeniem, dlatego jego nieliczne próby „ożenku” kończyły się fiaskiem. Na co dzień Ludwig bardzo lubił dobrą zabawę, obecność kobiet i nie stronił również od alkoholu. Był pewien swojej siły i potęgi. Chciał osiągnąć sukces i był pewny siebie. W jednym z listów do najlepszego przyjaciela napisał: „chcę chwycić los za gardło, całkiem mnie nie zegnie. O, to takie piękne przeżyć życie tysiąc razy! Do spokojnego życia, nie, czuję to, nie jestem stworzony… Kochasz mnie trochę, nieprawdaż ?”. Widać ewidentnie – w swoim życiu ponad wszystko stawiał sukces. Nie zatrzymała go nawet stopniowa utrata słuchu i wzroku! Przez całe życie skomponował setki utworów. Słynną IX Symfonię – „Odę do radości” napisał, nie słysząc zupełnie nic! 7 maja 1824 roku wystawił ją w Wiedniu wraz z Mszą D-dur. Utwór ten nie był napisany od razu. Ludwig kilkakrotnie w ciągu lat do niego powracał. Jego życie owiane było smutkiem i melancholią, więc wykończenie takiego radosnego utworu było dla niego nie lada wysiłkiem. Jednak udało mu się stworzyć niesamowite dzieło. Radość dla Beethovena nie była uczuciem dobrze znanym. „W chwili kiedy temat Radości ma się zjawić po raz pierwszy, orkiestra niespodziewanie milknie. Zalega cisza. Nadaje to wejściu śpiewu charakter tajemniczy i boski. […] Stopniowo Radość owłada jestestwem. To podbój!, wojna przeciw cierpieniu. Oto marszowe rytmy, wojska w ruchu, […] słychać tchnienie Beethovena, rytm jego oddechu i natchnione krzyki, kiedy przebiegał pola tworząc swe dzieło, porwany demonicznym szałem […] Po bitewnej radości następuje religijna ekstaza; potem święta orgia, miłosne szaleństwo. Cała ludzkość wyciąga ramiona ku niebu, wybucha potężnym wołaniem, rzuca się na spotkanie Radości i przyciska ją do serca. Dzieło Tytana zwyciężyło mierność słuchaczy” – R. Rolland. Kiedy kompozytor ukazał się, publiczność oszalała i przywitano go pięcioma salwami oklasków [[]. W tym kraju zwyczajem było witać tylko trzema wejście rodziny cesarskiej. Utwór wzbudził niesamowity entuzjazm wśród publiczności. Ludzie płakali, a sam kompozytor zemdlał z wrażenia. Ale osiągnął swój ostateczny cel. Posiadł Radość. Był ponad wszystko. Zwyciężył. Teraz mógł być pewien swojej niepowtarzalności. Niestety, nie był nieśmiertelny. Umierał powoli, cierpiąc. Ostatecznie zmarł w samotności 26 marca 1827 roku na marskość wątroby. W jego pogrzebie uczestniczyło 20 tysięcy wielbicieli jego muzyki.

Beethoven intryguje swoją odmiennością. Jego spojrzenie na muzykę było nowatorskie, szczególnie pod względem formy. Jego życie jest bez wątpienia przykładem dla nas – żyjących na to, że jeśli coś się kocha i jest się tego pewnym, to nic nie może stanąć nam na przeszkodzie, aby osiągnąć sukces. Patrząc na jego historię, wiem, że ciężka praca przynosi efekty. Nie można się nad sobą rozczulać. Życie jest ciężkie. To wiemy wszyscy i nie ma potrzeby powtarzać tego co chwilę. Nikt z nas nie jest idealny, ale siła woli i umysłu człowieka jest tak wielka, że nawet kompletne ogłuchnięcie nie musi być przeszkodą w komponowaniu wspaniałej muzyki. Nie usprawiedliwiajmy się sami przed sobą! Historia uczy nas, żeby brać swój los we własne ręce i chwytać go za gardło! Nie dać się zagiąć! Żyć każdym dniem, jakby miał być dniem ostatnim! Zaraz… Czy tak nie mówił Beethoven?